Tak jakoś ostatnio wyszło, że lab się chyba bardziej otworzył na współpracę i ogarnął, że robienie czegoś dla mnie wcale nie jest jakieś straszne. Poza tym całkowite odpuszczenie sobie frisbee działa i szanowny czarny pan potrafi biegać za dyskiem bardzo, bardzo długo i co najciekawsze wcale mu sie to nie nudzi.
Głupia pańcia postanowiła wykorzystać wchodzenie na plecy do odbicia i rzuciła psu dysk kiedy był na górze. Efekt był dość odrzutowy bo pies wyleciał do przodu i ładnie złapał, a pańcie odrzuciło do tyłu... a moje plecy? no cóż mają "ładne ślady". Poza tym zaczęliśmy dog catch'a i mam już sposób na złapanie klocka;) i nawet dwa razy nam się udało.
Zmieniając temat, w piątek wybieramy sie na zawody agility do Gliwic, będziemy debiutować w zerówkach i prosimy o kciuki, bo od października nie byliśmy na ani jednym treningu:)
1 komentarze:
Koniecznie napisz jak wam poszło!
Jejku ja już się nie mogę doczekać zawodów jakiś :D
Prześlij komentarz